Powrót do bloga

KADR@FUJIFILM

A więc stało się. Pewnego majowego wieczoru stoczyliśmy walkę z własnym ego i uznaliśmy, że idziemy albo w lewo albo w tą drugą stronę. Dyskusja była bynajmniej nie nudna, a trup argumentów i kontrargumentów kładł się gęsto. Koniec końców i po nierównej walce – bo gdzie trzech, to nigdy sprawiedliwości być nie może – uznaliśmy, że łatwo skóry nie oddamy. Nie bez kozery należy przytoczyć kilka – całkiem interesujących i konkretnych – faktów, iż cały świat przyspieszył, obieg i przepływ informacji próbuje go dogonić, w tym wszystkim fotografia uległa znacznej pauperyzacji, a my wciąż mamy ten sam zapał i chęć udowadniania wszem i wobec, że primo – chodzimy swoimi drogami, secondo – pośpiech wrogiem jakości.

 


Z tym bagażem postanowiliśmy pchać (lub ciągnąć) wózek z napisem Kadr Fotografia dalej.

 

 

 

Na pierwszy ogień poszła strona. Mając zawodowe doświadczenie przy projektowaniu i programowaniu serwisów internetowych – zabraliśmy się za uaktualnienie wyglądu, tak popularnie zwanego w światku „lajałtem” strony i na chwilę obecną mamy nadzieję, że nam się to udało. Wiadomym jest, że nie od razu Rzym zbudowano, a więc nasze historyczne zapiski będą na nią trafiały sukcesywnie, ale z pewnym i stabilnym dla naszego pośpiechu przyrostem.

 


Skoro mowa o nowych technologiach i kanałach komunikacji Kadru ze światem zewnętrznym, oprócz strony internetowej, telefonu komórkowego i e-maila, pojawił się nowy dla nas klocek social mediowy – Instagram.

 

 

 

 

Kolejny etap przy którym chcielibyśmy zostać w tym nie przykrótkim tekście, to dość duży, by nie powiedzieć gigantyczny kamień milowy w naszej prawie już 12-to letniej fotograficznej działalności. Tak – z całą pewnością jest to wielkie wydarzenie i robi ono dość spore zamieszanie w naszym fotograficznym świecie. Świecie – w którym nie mówimy, że pstrykamy tylko fotografujemy, świecie – w którym nie pokazujemy fotek, a fotografie. Wreszcie w tym świecie o którym mowa – próbujemy trochę zwolnić, by dać oddech naszym pracom, punktom widzenia czy próbom przekazania odbiorcom tego, co pozornie widać, ale by dostrzec należy spróbować dojrzeć..

 


Tak, to prawda – wyznajemy tą filozofię fotografii, przy której na długo zatrzymał się pewien wielki filozof naszych czasów – Roland Barthes, poszukując w niej „punctum”.

 

 

 

 

 

 

 

Podczas długich, wieczornych dyskusji, w których pojawiały się wspominki dotychczasowych wypraw i projektów fotograficznych, często dochodziliśmy do wniosku, że należy próbować  tak pokazywać świat na fotografii, by warsztat stawał się i był na nich niedostrzegalny, a wręcz pomijalny. Od zawsze próbowaliśmy i próbujemy skupiać się na treści, formę zostawiając na planie dalszym i choć czasem nie zawsze można ją pozostawić samopas – to jednak staramy się, by nie krzyczała do odbiorcy z naszych fotografii. Wciąż poszukujemy kontekstów i historii opowiadanych przez obiektyw.

 


Tym samym razem doszliśmy do tegoż samego wniosku, że ten nasz wspólnie wypracowywany przez lata punkt widzenia jest bliski światu fotografii analogowej z lat dawnych, którego prekursorami byli i Bresson, i Eliot Erwitt czy też nasza ukochana Zosia Rydet.

 

 

 

 

Ktoś zapyta – po co o tym piszemy. Ano właśnie dlatego, że na przełomie majowej nocy i czerwcowego poranka spadła w nasze ramiona i ręce gorąca informacja – zostajemy partnerem technologicznym FUJIFILM – czołowego producenta sprzętu fotograficznego , który dostrzegł nas i naszą fotograficzną działalność zapraszając do współpracy – wraz z całym dobrodziejstwem inwentarza. Tydzień później zaopatrzeni w KULTOWE fujifilmowe bezlusterkowce z serii X, zwane potocznie „Leica Killerami” – a które odzwierciedlają nasze podejście w fotografii – być niewidocznym i nie rzucać się w oczy, a wtedy treści naszych fotografii same wchodzą w kadr – nasz KADR – ruszyliśmy w świat, a w zasadzie do Łodzi.

 


_DSC4144

 

 

 

 

Było grząsko, mokro i pod górkę – czyli w sam raz dla nas. Dotarliśmy na festiwal w Łodzi z checkpointem w Warszawie – gdzie w telegraficznym skrócie, upojeni emocjami – odebraliśmy sprzęt z firmy Fujifilm. Chwilę później jedziemy prosto na Power Festiwal, baterie i akumulatory ładujemy w locie i z podobną prędkością lądujemy pod Atlas Areną.
Moi drodzy – co tam się działo, co się wyrabiało i ugniatało. Upiekło się wszystkim, a szczególnie nam. Uzbrojeni po zęby wykonaliśmy kilka zdjęć, jednocześnie testując coś, co z wierzchu niepozorne, pod płaszczykiem zaś tej niewybrednej przykrywki ukrywa całkim spore możliwości). Sami zobaczcie. Wiemy, że to niebezpieczne, ale uważajcie na nas, gdy podchodzimy z bezlusterkowcami – będzie się działo – od dziś forsujemy każde zamknięte drzwi i niedomknięte okna właśnie z nimi.

 


_ML02192